Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lipca 2019

Naród i nacjonalizm. Definicje, pojęcia, dyskursy

Co znaczy pojęcie naród i inne ściśle powiązane z nim słowo nacjonalizm? Jeśli chodzi o naród to niemal każdy słownik może nam podać jego mniej lub bardziej rozwiniętą definicję. Znaczenie tego wyrazu może nam się wydać oczywistością, zwłaszcza jeśli chodzi o nasz, polski punkt widzenia. Najprawdopodobniej w gimnazjum, bądź szkole średniej na zajęciach WOS-u każdy z nas uczył się rozróżniania pojęć takich jak państwo, kraj, obywatele czy naród. To ostatnie w ówczesnym rozumieniu znaczyło zazwyczaj zbiór ludzi zamieszkujących dane terytorium, mówiących jednym językiem, mających wspólną kulturę i obyczaje. Jednak nie każda definicja jest taka sama i taka prosta. Nie zawsze też naród znaczył mniej więcej to co powyżej napisałem. Na przestrzeni wieków znaczenie słowa naród uległo wielu zasadniczym zmianom. Pojęcie to, na początku przysługujące tylko nielicznym, uprzywilejowanym grupom, z czasem zaczęło się rozszerzać, mieszcząc w sobie coraz więcej zbiorowości. Nawet dziś, współcześnie często zadajemy sobie pytanie – Czym jest naród? Kto należy do narodu polskiego? Jakie są kryteria przynależności do polskiego narodu? Czy obywatelstwo jest tożsame z narodowością? Te i inne zagadnienia są polem do rozważań, dyskusji a nawet ideologicznych sporów. 

Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja z nacjonalizmem. Znaczenie tego pojęcia w dzisiejszym rozumieniu uległo istotnemu przekonstruowaniu. Publiczne nazwanie kogoś nacjonalistą jest traktowane na równi z określeniem go faszystą, bądź nazistą (co nie do końca poprawnie używane jest zamiennie). Zwłaszcza w ustach przedstawicieli lewicujących mediów lub polityków wobec strony przeciwnej staje się takim samym pocałunkiem śmierci jak przyklejanie komuś łatki antysemity. Wiąże się to oczywiście z infamią i publicznym ostracyzmem. Dlaczego tak się dzieje? Niekoniecznie musi to wynikać z wyrachowanej manipulacji, gdyż do pewnego stopnia jest to skrót myślowy oznaczający skrajną formę nacjonalizmu czyli szowinizm. Na nieszczęście dla definicji nacjonalizmu – szowiniści nigdy siebie nie nazywali szowinistami, tylko właśnie nacjonalistami. Dobrym przykładem jest zbrodnicza Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, której działalność stanowczo wykracza poza słownikowe ramy pojęcia nacjonalizm w stronę właśnie skrajnie nacjonalistyczną czyli szowinistyczną. Bowiem termin nacjonalizm sam w sobie nie jest nacechowany pejoratywnie. Nacjonalizm pochodzi od łacińskiego słowa natio, czyli naród. Najprostszą więc jego definicją jest określenie tego pojęcia jako przekonania o tym, że naród jest najwyższą wartością. Ów naród ma też dążyć do budowy własnego suwerennego państwa, które jest wobec niego podrzędne. W samych więc założeniach nie ma niczego jednoznacznie negatywnego. Problem zaczyna się w formie dochodzenia do obranych celów. Kiedy forma opiera się na nienawiści i przemocy wobec innych, wtedy możemy mówić o szowinizmie. O powstaniu pojęcia nacjonalizm najprawdopodobniej możemy mówić od XVIII wieku. Za jego twórców uważa się Jakobinów, którzy działali w rewolucyjnej Francji. Co ciekawe był to ruch lewicowy, wbrew temu z kim wiąże się nacjonalizm współcześnie.  

Na początku należy zastanowić się nad pojęciem narodu. Według klasycznej definicji, którą możemy znaleźć w Słowniku Języka Polskiego PWN, naród to: 

1. «ogół mieszkańców pewnego terytorium mówiących jednym językiem, związanych wspólną przeszłością oraz kulturą, mających wspólne interesy polityczne i gospodarcze»
2. daw. «duża grupa ludzi».

W socjologicznym podejściu badania społeczności narodowych wyodrębniły się trzy koncepcje:

1) Koncepcja naturalistyczna – naród traktowany jest jako grupa genetyczna uwarunkowana biogennie. Jest to twór społeczny uwarunkowany właściwościami środowiska geograficznego, w jakim pewna grupa żyła przez wieki i przekazała swe właściwości psychofizyczne następnym generacjom. 
2) Koncepcja politologiczna – naród według tego ujęcia jest wspólnotą polityczną. Według tego orientacji wspólnoty plemienne w miarę swego wzrostu tworzą instytucje państwowe odrębne od organizacji plemiennych. Bardzo często te instytucje państwowe obejmowały więcej grup postplemiennych. Utworzone w ten sposób państwo zabiegało o utworzenie w swych ramach narodu. Zabiega o połączenie tych grup plemiennych pod względem jednorodnych tradycji , wierzeń, obyczajów lecz przede wszystkim jednoczy je gospodarstwo. Stara się utrwalić poczucie wspólnoty kulturowej i politycznej w stosunku do innych państw- narodów.
3) Koncepcja kulturowa - istotę narodu upatruje się w kształtowaniu się w toku rozwoju historycznego społeczności, które tworzą własną kulturę i w których członkowie narodu uczestniczą w tej kulturze narodowej, obejmującej język, sztukę, obyczaje i naukę itp. Naród jest więc wspólnotą kultury .

Natomiast w klasycznym dziele F. Meineckego Weltburgertum und Nationalstaat możemy znaleźć rozróżnienie pojęć: „naród polityczny” i „naród kulturalny”. Pierwsze z nich, związane z ideą suwerenności ludu, miało proweniencję oświeceniową, francuską, drugie natomiast eksponujące wspólnotę językową, charakterystyczne było zwłaszcza dla niemieckiego romantyzmu.

W przeszłości pojęcie narodu bywało programowo ograniczane do górnej warstwy społeczeństwa (np. polski „naród szlachecki”) i nie obejmowało ludu. 
Polski „naród szlachecki” ukształtował się nie jako naród etniczno-językowy, lecz jako naród polityczny, zjednoczony przez „wspólną historię i konstytucję”, pragnący „kierować swym politycznym przeznaczeniem”. „Bycie Polakiem” oznaczało nie przynależność polityczną, a nie etniczną, o czym świadczy wyrażenie z czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów: „gente Ruthenus (vel Lithuanus), natione Polonus” [Pochodzeniem Rusin (albo Litwin), narodowością Polak]. 

W tym miejscu przychodzą mi do głowy słowa polskiego filozofa, publicysty i działacza narodowego Wincentego Lutosławskiego dotyczące kryteriów przynależności do narodu polskiego:

Do polskiego narodu należą spolszczeni Niemcy, Tatarzy, Ormianie, Cyganie, Żydzi, jeśli żyją dla wspólnego ideału Polski. (…) Murzyn lub czerwonoskóry może zostać prawdziwym Polakiem, jeśli przejmie dziedzictwo duchowe polskiego narodu, zawarte w jego literaturze, sztuce, polityce, obyczajach i jeśli ma niezłomną wolę przyczyniania się do rozwoju bytu narodowego Polaków.

Myślę, że warto w tym momencie sięgnąć do słownikowego rozwinięcia hasła nacjonalizm, aby łatwiej było poruszać się dalej w  rozpoczętych przeze mnie wywodach na ten temat. W Encyklopedii PWN widnieje taka o to definicja: 

Nacjonalizm [łac. natio ‘naród’]: przekonanie, że naród jest najważniejszą formą uspołecznienia, a tożsamość narodowa najważniejszym składnikiem tożsamości jednostki, połączone z nakazem przedkładania solidarności narodowej nad wszelkie inne związki i zobowiązania oraz wszystkiego, co narodowe, nad to, co cudzoziemskie lub kosmopolityczne; ideologia polityczna, wg której podstawowym zadaniem państwa jest obrona interesów narodowych, a jego zasięg terytorialny winien odpowiadać obszarom zamieszkanym przez dany naród. 

Jeśli przez „nacjonalizm” rozumiemy uznanie priorytetu lojalności „narodu”, to nasuwa się nam wniosek, że szlachta polska była świadomie „nacjonalistyczna” od początku „demokracji szlacheckiej”. Z tego punktu widzenia Andrzej Frycz Modrzewski, postulujący równość mieszkańców państwa wobec prawa i unarodowienie Kościoła, powinien być traktowany jako jeden z pierwszych teoretyków politycznego „nacjonalizmu” .
Można więc stwierdzić, że polski „nacjonalizm” (w Kohnowskim sensie tego terminu) zrodził się jako nacjonalizm „polityczny” – czyli nacjonalizm „zachodniego” typu. Możemy zatem zaryzykować twierdzenie, że jego początki były dawniejsze od początków zarówno niemieckiego, jak i nawet francuskiego nacjonalizmu. Świadomość obywatelska polskiej szlachty z epoki rozkwitu demokracji szlacheckiej była bowiem jednym z najważniejszych i najdojrzalszych przejawów „politycznego nacjonalizmu” pierwszego okresu europejskiej historii nowożytnej.
Kiedy jednak współcześnie słyszymy hasło „nacjonalizm” zazwyczaj jego użycie ma postać bardzo nieprecyzyjną, wielce uproszczoną, gdyż  jak wspominałem na początku dzisiejszy odczyt tego pojęcia zazwyczaj ma formę jedynie jego skrajnej formy, tj. „szowinizmu”. 

Za Słownikiem Języka Polskiego PWN warto przypomnieć znaczenie szowinizmu. Widnieją tam dwa znaczenia. Szowinizm jest to, więc: 

1. «postawa, którą charakteryzuje brak tolerancji i przyznawanie uprzywilejowanej pozycji własnej płci, rasie lub grupie»
2. «skrajny nacjonalizm wyrażający się w bezkrytycznym stosunku do własnego narodu oraz w pogardzie i nienawiści do innych narodów».

Zrównanie nacjonalizmu z jego najskrajniejszą formą zdarza się nagminnie i to nie tylko w środowiskach uchodzących za lewicowe i demoliberalne. Przyjrzyjmy się kilku przykładom z polskiego internetu, gdzie nacjonalizm występuje jako największe zło, tożsame z faszyzmem i nazizmem (które zazwyczaj traktowane są jak synonimy):

30 września 2008 roku na stronie wiadomości.wp.pl ukazał się artykuł zatytułowany: Prezydent L. Kaczyński: nacjonalizm jest złem. Możemy się stamtąd dowiedzieć o wizycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Elblągu, który odwiedził jako pierwsze z około dwudziestu miast odwiedzonych przez niego z okazji 90. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Będąc tam prezydent powiedział: 

Państwo jest wielką wartością, a przywiązanie do państwa, do swojej ojczyzny, które nazywamy patriotyzmem - wystrzegajmy się słowa nacjonalizm, nacjonalizm jest złem

Na portalu ekai.pl, 28 grudnia 2018 roku ukazała się informacja zatytułowana: W Chinach nasila się nacjonalizm. Teza ta jest poparta następującą treścią: 

W Chinach komunistycznych wzmaga się w ostatnim czasie nacjonalizm wielkochiński, któremu towarzyszą odradzanie się kultu Mao Zedonga i walka z obecnością religii, zwłaszcza chrześcijaństwa w życiu publicznym. Na przykład najnowsze hasła, lansowane przez władze partyjne w niektórych miastach tego wielkiego kraju azjatyckiego, mówią o tym, że świętowanie Bożego Narodzenia przez mieszkańców jest „palącym wstydem” i „agresją przeciw kulturze chińskiej”. W wigilię Bożego Narodzenia dyrektor szkoły podstawowej w Sixiangu, stolicy powiatu w prowincji Anhui (wschodnie Chiny) – Dong Xuefeng zgromadził wszystkich uczniów i powiedział im, że święto to jest obrazą narodu chińskiego z powodu upokorzeń, jakie zadały mu w przeszłości mocarstwa zachodnie, z których wszystkie były chrześcijańskie. Po jego wypowiedzi jeden z uczniów przypomniał, że nazajutrz po Bożym Narodzeniu wypadają urodziny Mao Zedonga i Chińczycy powinni świętować ten dzień

Wydaje mi się, że problem zauważony w tekście przywodzi na myśl bardziej skrajny komunizm, chociażby w wersji stalinowskiej niż nacjonalizm. Chociaż warto pamiętać, że władza komunistyczna w Chinach jest chińska, w tym sensie, że kraj ten nie ma nad sobą jakiegoś Kraju Rad, Wielkiego Brata, któremu by podlegał w kwestiach politycznych i któremu przypadałyby najważniejsze decyzje. Chińscy komuniści sami mają całość władzy w swoich rękach, więc można powiedzieć, że chiński typ komunizmu rzeczywiście ma co najmniej znamiona iście nacjonalistyczne.  

25 kwietnia 2018 roku fakty.interia.pl opublikowały tekst USA: Macron krytykuje nacjonalizm. Prezydent Francji przemawiał wówczas na amerykańskim Kapitolu:

Nie podzielam fascynacji nowymi silnymi mocarstwami, porzucaniem wolności i iluzją nacjonalizmu.
Możemy wybrać izolacjonizm, wycofanie i nacjonalizm - jest taka opcja. Może być ona dla nas kusząca jako tymczasowe lekarstwo na nasze lęki. Jednak zamknięcie drzwi na świat nie powstrzyma ewolucji świata.

Według mnie w tym wypadku główną problematyką jakiej dotknął prezydent Macron nie jest nacjonalizm (amerykański), tylko imperializm. Jednakże jedno, nie tylko nie wyklucza drugiego, ale nawet wynika z siebie. Wydaję mi się, że nacjonalizm w tym kontekście używany jest jedynie jako narzędzie do realizacji interesów imperialnych, a mówiąc konkretniej jest narzędziem uwiedzenia własnych obywateli do poparcia mocarstwowej polityki władz Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. 

W wiadomościach dziennika.pl 2 maja b.r. pojawił się artykuł zatytułowany: Papież krytykuje "rosnący nacjonalizm". "Porzuca ideę dobra wspólnego".

Kościół obserwuje z zaniepokojeniem ponowne ujawnianie się, po trosze wszędzie na świecie, agresywnych prądów wobec cudzoziemców, zwłaszcza imigrantów, a także rosnącego nacjonalizmu, który porzuca ideę dobra wspólnego.

21 kwietnia 2018 roku na stronie rmf24.pl pojawiła się informacja: "Stop dla faszyzmu i nacjonalizmu". W Gdańsku demonstrowało ponad tysiąc osób. Dalej dowiadujemy się:

Około 1500 osób - według szacunków policji - zebrało się przed Ratuszem Głównym Miasta Gdańska. Tyle osób zebrało się na manifestacji pod hasłem "Gdańsk mówi NIE dla nacjonalizmu i faszyzmu". Tak władze miasta reagują na zeszłotygodniowy przemarsz członków Obozu Narodowo-Radykalnego, który odbył się z okazji 84. rocznicy utworzenia tej organizacji.

W tym miejscu mamy do czynienia nie tylko z użyciem słowa nacjonalizm jako szowinizm, jak było w wielu przytoczonych przypadkach, ale także mamy taką zbitkę wyrazów jak „nacjonalizm i faszyzm”. Potraktowane jako tożsame, co może mieć uzasadnienie, gdyż nacjonalizm może być jedną z części składowych, elementów faszyzmu, jak częściowo miało to miejsce chociażby w modelu włoskim, który nie był całkowicie obcy ideowo przedwojennej RNR „Falandze” Bolesława Piaseckiego. Jednakże w tym przypadku nie wydaje mi się to najlepszy zestaw słów, gdyż są zbyt ogólne i nic z nich nie wynika. 

26 czerwca 2018 roku na stronie dziennikwschodni.pl autor podpisany opr. łm zamieścił artykuł pod tytułem: Episkopat o pielgrzymkach narodowych: Nacjonalista nie jest patriotą. Możemy tam znaleźć fragmenty Słowa Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek o pielgrzymowaniu narodowym:

„Fenomen pielgrzymowania jest dynamiczny, żywy i otwarty na nowe znaki. Wymaga więc ewangelicznego rozeznania. Elementy patriotyczne (flagi narodowe, sztandary kombatanckie, stroje uczestników) nie są czymś niewłaściwym podczas liturgii pod warunkiem, że nie wywołują wzburzenia i sporów ideologicznych” 

„Nacjonalizm, zwłaszcza w swoich bardziej radykalnych postaciach, stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu (...) Nacjonalista nie jest więc patriotą. Prawdziwy patriota, miłujący swój naród, nie ulega agresji i instynktom nakazującym wykluczanie i stygmatyzowanie społeczne innych osób, różniących się światopoglądem, wiarą, pochodzeniem etnicznym czy odcieniem skóry.”

Dokument ten jest ostrą krytyką nacjonalizmu, który według Episkopatu „stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu" .

Zabawne w tym miejscu wydają się być słowa słynnego Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który swego czasu miał powiedzieć: 

„Działajcie w duchu zdrowego nacjonalizmu. Nie szowinizmu, ale właśnie zdrowego nacjonalizmu, to jest umiłowania Narodu i służby jemu”.

Jeśli chodzi o temat nacjonalizmu w ujęciu polskim, warto sięgnąć do twórczości profesora Bogumiła Grotta, który w dziele, zawierającym prace wielu naukowców i publicystów, pod swoją redakcją, zatytułowanym Różne oblicza nacjonalizmów, we wstępnym rozdziale Nacjonalizmy jako problem badawczy we współczesnej Polsce (zamiast wstępu) zauważył istotne problemy dotyczące badania nacjonalizmu  w naszym kraju. Jego zdaniem temat ten jest uwikłany w spór ideologiczny, uniemożliwiający rzetelne podejście do niego. Badacz stwierdza, że taka sytuacja spowodowana jest „nawykami myślowymi z poprzedniej epoki” połączonymi ze skrajnym liberalizmem, który postuluje o relatywizowanie, a niekiedy nawet zaprzeczanie wartości narodu, ojczyzny i patriotyzmu, co z kolei prowadzi do szczególnej krytyki wszelkich idei i wartości, kojarzonych z każdą formą nacjonalizmu. W efekcie czego (w szerokiej opinii publicznej) nie przyjmuje się do wiadomości faktu wielkiego zróżnicowania nacjonalizmów, których odmiany nierzadko odwołują się do odrębnych a nawet sprzecznych względem siebie założeń aksjologicznych .















































https://image-media.gloria.tv/bonifacius/i/w6/835cu8w4iuvt8wlbc1dhljrsw8wlbc1dhljrv.jpg;
https://sjp.pwn.pl/sjp/narod;2487039.html;
Turowski J. Wielkie struktury społeczne, „Naród jako społeczność ideologiczno-kulturowa”, Koncepcje narodu, s. 144-146;
Walicki A. Wstęp, Idee i koncepcje narodu w polskiej  myśli politycznej czasów porozbiorowych pod red. Janusza Goćkowskiego i Andrzeja Walickiego, s. 11;
Walicki A., Idea narodu w polskiej myśli oświeceniowej*, Szlachecki republikanizm wieku świateł [w:] Archiwum Historii Filozofii i Myśli Społecznej, s. 40;
Lutosławski W., Posłannictwo polskiego narodu, Warszawa 1939, s. 23–24;
https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/nacjonalizm;3945094.html;
Walicki A., Idea narodu w polskiej myśli oświeceniowej*, Szlachecki republikanizm wieku świateł [w:] Archiwum Historii Filozofii i Myśli Społecznej, s. 40, 41;
https://sjp.pwn.pl/slowniki/szowinizm;
 https://wiadomosci.wp.pl/prezydent-l-kaczynski-nacjonalizm-jest-zlem-6036779525371009a;
https://ekai.pl/w-chinach-nasila-sie-nacjonalizm/;
https://fakty.interia.pl/swiat/news-usa-macron-krytykuje-nacjonalizm,nId,2573700;
https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/596999,papiez-nacjonalizm-antysemityzm-suwerenizm.html;
https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-stop-dla-faszyzmu-i-nacjonalizmu-w-gdansku-demonstrowalo-pon,nId,2572163;
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/74/Green_flag_with_symbol_of_falanga.svg/2000px-Green_flag_with_symbol_of_falanga.svg.png;
https://www.dziennikwschodni.pl/kraj-swiat/episkopat-nacjonalista-nie-jest-patriota,n,1000221581.html;
Czaczkowska E., Kardynał Wyszyński. Biografia, Znak 2013, s. 378;
Grott B., Nacjonalizmy jako problem badawczy we współczesnej Polsce (zamiast wstępu) [w:] Różne oblicza nacjonalizmów pod red. Grotta B., Kraków 2010, s. 9-10.          

piątek, 15 lutego 2019

Medialny faszyzm

„W Polsce odradza się faszyzm”, „Neofaszyści z całej Europy jadą do Warszawy na 11 listopada”, „Marsze neofaszystów w Warszawie stały się już czymś prawie normalnym”, „60 tysięcy nazistów maszerowało dzisiaj w Warszawie”

       W ostatnim czasie, zwłaszcza w okolicach 11 listopada, jesteśmy bombardowani tego typu informacjami. Ich autorami są zazwyczaj tubylcze lub internacjonalne media, o zabarwieniu, jak to mówią niektórzy – „demoliberalnym”, lewicowym lub, jak to mówią jeszcze inni – „lewackim”. Politykom o tych samych barwach również zdarza się wykryć brunatne barwy lub „czarne koszule” u innych. Szafowanie „faszyzmem”, podobnie jak i „ruską agenturą” a niekiedy i mitycznym, narodowym, wyssanym z mlekiem matki tradycyjnym „polskim antysemityzmem” przychodzi wielu osobom, jak to mówi redaktor Michalkiewicz – w naszym nieszczęśliwym kraju – zbyt łatwo, przez co staje się powszechne i powszednie, a jak coś powszednieje, to wytraca swoją wartość. Przypomina mi się bajka Stanisława Jachowicza „Kłamstwo” o pastuszku, który wzywał innych na ratunek przed wilkiem dla żartu, a kiedy wilk naprawdę się pojawił, pasterze nauczeni doświadczeniem zignorowali wołanie chłopca. Więc takie oskarżenia również przestają robić wrażenie… No może nie na wszystkich. Medialna międzynarodówka wciąż pożywia się do syta demaskowaniem wszelakiej maści faszystów czy (neo)nazistów. Cóż, u nas też nie brakuje niestrudzonych łowców faszystów, którzy są tak wyszkoleni, że jeśli trzeba to wytropią nazistę pod każdym krzakiem. Z drugiej strony czy jest to aż takie trudne? Skoro w tym roku przez Warszawę przemaszerowało ich 100 tysięcy (to liczba podana przez organizatorów, bo niestrudzony belgijski eurodeputowany Guy Verhofstadt naliczył ich „tylko” 60 tysięcy). Okazuje się więc, że ich wykrycie nie jest problemem, tylko co dalej… Jeśli mamy łowców i zwierzynę, to chyba trzeba by zorganizować jakieś polowanie.
      Co ciekawe, apogeum neonazizmu w Polsce zbiegło się w czasie ze słynną aferą „Waffel SS”, czyli leśnymi urodzinami słynnego akwarelisty w wąsem, które jedna z mainstreamowych stacji o kapitale amerykańskim (dawniej mówiono, że niemieckim) wytropiła gdzieś w gąszczu nieopodal Wodzisławia Śląskiego. Urodziny odbyły się w kwietniu, natomiast ich emisja przypadła na koniec stycznia. To natomiast zbiegło się z międzynarodową aferą wywołaną polską nowelizacją ustawy o IPN, która miała na celu m.in. penalizację pomawiania narodu polskiego o kolaboracje z nazistami. Ale skoro po lasach biegają naziści, to jakie to pomawianie? Niedługo potem, wzmożyły się roszczenia środowisk żydowskich, które zostały wsparte przez amerykańską ustawę nr 447. Warto zwrócić uwagę na fragment „the restitution of heirless property to assist needy Holocaust survivors”. Najprawdopodobniej oznacza on, że „mienie bezspadkowe”, pozostawione przez obywateli polskich żydowskiego pochodzenia, ma zostać przekazane innym „ocalałym z Holokaustu”, czyli niespokrewnionym osobom, połączonych jedynie narodowością. Brzmi to dziwnie w kontekście prawa rzymskiego albo nawet polskiego kodeksu cywilnego, według którego mienie denata, w wypadku braku spadkobierców przypada gminie lub Skarbowi Państwa. Polski system prawny stoi przed nie lada wyzwaniem – realizować prawo czy ulec zewnętrznym naciskom? Ciekawe w tym kontekście jest również stopniowe ściąganie z Niemców odpowiedzialności za II Wojnę Światową. Sama nazwa „naziści” spopularyzowała się dopiero wiele lat po wojnie. W jej trakcie i trochę po niej mówiło się po prostu – „Niemcy”. Jeden z najciekawszych współczesnych brytyjskich reżyserów Christopher Nolan w swoim ostatnim filmie, wyświetlanym nie tak dawno na naszych ekranach, poszedł jeszcze dalej. W „Dunkierce”, bo o niej mowa, nie tylko, nie pada narodowość brunatnej strony światowego konfliktu, ale nie uświadczymy tam także żadnej nazwy, która sugerowałaby nam z kim walczą żołnierze alianccy. Toczą oni zatem zacięty bój z bliżej niezidentyfikowanym „nieprzyjacielem”, „wrogiem”, „przeciwnikiem”. Nie zarzucam jednak twórcom złych intencji, co więcej sądzę, że w tym wypadku ów zabieg miał na celu uniwersalizacje wojny – przedstawienie jej jako zła, które skrajnie dzieli ludzi. Jednak wyobraźmy sobie, że taka konwencja staje się dominująca albo przynajmniej popularna i że mamy z nią do czynienia w wielu filmach brytyjskich czy amerykańskich. Dodajmy do tego rozmywającą się wiedzę młodych pokoleń, dotyczącą II Wojny Światowej i relacje medialne z Polski… Nieocenioną robotę dla „oczyszczenia” państwa niemieckiego z nazistowskiego brudu wykonał nota bene niemiecki papież Benedykt XVI, stwierdzając, że „Niemcy były pierwszą ofiarą nazizmu”. A skoro to nie Niemcy dopuścili się tej hańby to kto? „Polska ma znów(!) problem z nazizmem”…
      Skupmy się jednak na samych pojęciach – faszyzm, nazizm, nacjonalizm są najczęściej używane jako synonimy. Czasem nawet sformułowanie „(polski) patriotyzm” nabiera charakteru pejoratywnego. Z powyższymi automatycznie wiązani są „narodowcy”. Pojęcie to jest dosyć szerokie, ale w domyśle chodzi o złowrogich młodzieńców o nienagannych wizerunkach należących do kilku patriotycznych (nacjonalistyczno-katolickich?) organizacji o przedwojennym rodowodzie. Wielu ludzi może taką synonimizację usprawiedliwiać niewiedzą. Jednakże zarzucanie jej czołowym politykom i dziennikarzom byłoby nie tylko niegrzeczne, ale i skrajnie naiwne. O wiele bardziej zasadne byłoby przypisanie im świadomej ignorancji czy po prostu manipulacji. Legenda głosi, że modę na nazywanie w ten sposób swoich przeciwników (politycznych) wprowadził Generalissimus pokoju i zwycięstwa albo - jak go określali Amerykanie – Wujaszek Joe, który podobno w 1943 roku wydał dyrektywę o treści: „Jeśli obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane stanie się faktem w opinii publicznej”… „ A słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami”. Nawet w szeregach partii komunistycznych zdarzały się tego typu określenia względem jej nazbyt dokazujących członków. Na początku lat 50 nie tylko Prymas Tysiąclecia został umieszczony w miejscu odosobnienia. Jego los podzielił również, późniejszy I Sekretarz KC PZPR Towarzysz Wiesław, którego oskarżono o „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Czym jest więc ten demoniczny „nacjonalizm”? Jest to pogląd, który zakłada, że naród jest wartością nadrzędną. Brzmi złowrogo? Przybiera on jednak czasem skrajną wersję – szowinizmu. Jego cel jest taki sam, jednakże metodą dojścia do niego jest przemoc wobec innych narodów i mniejszości narodowych. Szowinizm był cechą składową nazizmu, a faszyzm, co prawda, niewolny od wielu uprzedzeń narodowościowych, do czasu sojuszu Włoch z Niemcami w 1938 roku był pod tym względem o wiele mniej skrajny. W szeregach partii włoskich faszystów byli obecni nawet działacze pochodzenia żydowskiego.
      Warto też zwrócić uwagę na umowny podział na lewicę i prawicę. Jest to problem równie ciekawy co szeroki. Tym razem jednak należy osadzić w jego ramach faszyzm i nazizm, nacjonalizm, a dla porównania także komunizm, w potocznym rozumieniu będący na drugim biegunie wobec powyższych, postrzeganych jako odmiany (skrajnej) prawicy. Faszyzm jest bez wątpienia wynalazkiem włoskim. Wiąże się nierozerwalnie z wodzem (duce), którym był Benito Mussolinim. Ideą przewodnią tego nurtu było stworzenie czegoś na kształt Cesarstwa Rzymskiego. Używany w faszystowskich Włoszech „rzymski salut” miał właśnie nawiązywać do rzekomych pozdrowień z dawnego imperium. Taka forma pozdrowienia się została też zaadaptowana do (niemieckiego) narodowego socjalizmu, którego wodzem (führerem) był Adolf Hitler. Najbardziej charakterystyczny dla faszyzmu jest kult państwa – jego wszechobecność i wszechwładza. Natomiast nazizm opierał się przede wszystkim na skrajnym rasizmie i antysemityzmie (oczywiście w dawnym rozumieniu tego słowa). Co ciekawe, nazizm podobnie jak komunizm, oparty był na ruchu robotniczym, z tą różnicą, że w komunizmie proletariusze wszystkich krajów mieli się połączyć i zniszczyć dom niewoli kosztem morza burżuazyjnej krwi. Narodowy socjalizm natomiast, w przeciwieństwie do międzynarodowego, wynosił na piedestał tylko niemieckich robotników – w szczególności należących do partii. A droga do celu usłana była trupami przedstawicieli innych, gorszych nacji. A wracając do faszyzmu, tego oryginalnego – włoskiego, podobno Mussolini, zanim stał się duce też działał w ruchu socjalistyczno-robotniczym (międzynarodowym).
      Na naszym polskim gruncie, jak wspominałem wcześniej, najczęściej adresatami określeń typu „faszyści” i „naziści” jest szeroko rozumiany Ruch Narodowy, nie tylko obecny, ale także przedwojenny. Czy słusznie? Na pewno bylibyśmy w stanie znaleźć jakieś cechy wspólne międzywojennego ONR-u z ówczesnymi rządzącymi we Włoszech. Na pewno była to partia skrajna, której kult siły nie był obcy. Pewne rozwiązania gospodarcze, które głosiła część narodowców, również była w jakimś stopniu zbieżna z rozwiązaniami włoskimi. Jednakże, jeśli założymy (co zrobiłem nieco wyżej), że faszyzm opierał się przede wszystkim na wszechmocy państwa, wtedy wiele cech przypisywanych oskarżanym można przypisać oskarżającym, czyli przedwojennej sanacji. Konstytucja kwietniowa z 1935 roku mówi chociażby o „najlepszych synach” ojczyzny, którzy wskrzesili państwo polskie, a nie o wysiłku całego narodu. Mamy więc jawny podział na co najmniej dwie kategorie „synów ojczyzny”. Istnieje też zapis, że „w ramach Państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. Brzmi to trochę tak, jakby poza państwem nie było, a może raczej – nie powinno, nie mogło być - życia społecznego. Poza tym, kilka wręcz klasycznych cech faszyzmu idealnie pokrywa się z cechami państwa sanacyjnego. Mam tu na myśli: autorytaryzm (naczelnik państwa), walka z odmiennymi ideologiami czy poglądami (pobicia dziennikarzy sceptycznych względem rządu, „obóz odosobnienia” dla przeciwników politycznych w Berezie Kartuskiej), szeroką kontrolę rządzących nad wieloma aspektami życia społecznego i gospodarczego, a także, co wynika z tego ostatniego etatyzacja i nacjonalizacja gospodarki (obsadzenie większości znaczących stanowisk legionistami, przejmowanie na szeroką skalę przedsiębiorstw prywatnych przez państwo).
      Pewne obelgi, pojęcia i hasła powinny być używane z rozwagą i z pełną świadomością ich znaczenia. Nie tylko z powodu szkód jakie czynią w umysłach społeczeństwa, ale nawet dla bezpieczeństwa tych, którzy nimi szafują, gdyż jak głosi stare dziecięce porzekadło – „Kto się przezywa sam się tak nazywa”. A dla dorosłych kilku znanych klasyków, którzy wypowiedzieli swoje opinie na temat faszyzmu. Najbardziej znany, choć niecieszący się u nas zbyt dobrą sławą, brytyjski premier Winston Churchill powiedział kiedyś: „W przyszłości faszyści zostaną nazwani antyfaszystami”, natomiast przebojowa włoska dziennikarka, która przeprowadziła legendarny wywiad z naszym słynnym noblistą z Gdańska, Oriana Fallaci stwierdziła: „Są dwa rodzaje faszystów – faszyści i antyfaszyści”.
PS: Widziałem kiedyś takiego mema – wizerunek Adolfa Hitlera i podpisy: „Nie wierzył w Boga, nie jadł mięsa, żył z kobietą bez ślubu, był zwolennikiem aborcji i eutanazji, był socjalistą” i końcowy wniosek: „Hitler był lewakiem”.

MeToo# - Sprawiedliwości stało się za dość?

Echa międzynarodowej akcji #MeeToo, nadal nie gasną. Wcześniej był przypadek przestępstw seksualnych, o jakie zostali oskarżeni Harvey Weins...